20070420

Spotkanie po latach

Opisanie tak popularnego w pewnych kręgach Dubliner Pubu, zwanego orginalnie DUBLINEREM, jest niezwykle trudne. Tym bardziej, że wspomnienia zacierają się bardzo szybko.
Odniosę się zatem do elementów, które pozostały jeszcze świeże w mojej pamięci. Sprawna obsługa, zadowoleni z pobytu ludzie, przeciętny kibel z niespotykanym rozkładem luster pozwalającym na sprawne obejrzenie tyłu głowy własnej. Cały czas oczywiście mowa o kiblu dla dżentelmenów.
Denerwuje mnie oświetlenie. No i imprezy nie trwają do "ostatniego gościa". Praktyką jest wyganianie. Generalnie musiałbym się tam wybrać z ekipą na tyle nudną bym mógł się skupić na obserwacji i ocenie.

Tamtego wieczoru odwiedziłem, krótko, bo krótko, również klub TERYTORIUM na ulicy pomiędzy Żydowską a Wroniecką, nazwy nie pamiętam. W pewien sposób pozostawił na mnie symaptyczne wrażenie. By zamówić należy podejść, obsługa nie ma tego zwyczaju. Wnętrze oświetlone oszczędnie, ale przyjemnie. Teraz oprę się na domysłach: w piwnicy knajpy musi być ciekawie, a to dlatego, że ludzie którzy przybyli na wieczorną potańcówę zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie, sympatyczni ewrydeje po prostu:) Zero napinki, zero snobizmu, żadnych blacharksich popisów. Kibel zrobił pozytywne wrażenie, przestronny. Myślę, że spokojnie tam kiedyś powrócę, o ile jeszcze będę gdziekolwiek chodził.

Trzecim miejscem był ZAK, zwany kiedyś ZAK 2, mieszczący się w piwnicy przy ulicy Szyperskiej bliżej Garbar. Właściciel przeniósł działalność z ulicy Libelta dawno temu, a tamto miejsce wspominam bardzo pozytywnie... czasy studenckie u'know. Miejsce obecne miałem już okazje odwiedzić łącząc je wtedy z pochłanianiem pokarmu. Fakt iż przerwa miedzy wizytami w lokalu była dość długa, świadczy o mojej dość negatywnej opinii o tym miejscu. Podtrzymuję ją. Zostałem tam zaciągnięty przez znajomych, a kilka tygodni wcześniej zostałem poczęstowany opowieściami, jak to miejsce wspaniale nadaje się do zawierania niezobowiązujących znajomości, jak również, do odgrzewania starych. Kiedyś nawet słyszałem, że spotykają się tu kochankowie. Fuuj! W tak dużej knajpie z dyskoteką [danego dnia pop-rockową, nagrania przyzwoite] obowiązuje samoobsługa. Nadal wali stęchlizną, jedyne ciepło pochodzi od rozgrzanych przytupami ciał. Nie sądzę, żebym miał zły dzień, tej sobotniej nocy bawiłem się wspaniale, co po raz kolejny potwierdza tezę, że ludzie są najważniejsi. Kibla w Zaku nie pamiętam, ale chyba jak wszystko tam, miał na sobie obleśną warstewkę zimnego potu.

Na koniec dodam, że mam kilka spostrzeżeń o innych miejscach, ale nie sądzę bym do nich wracał. Dopiero następne okazje powinny mnie sprowokować do "głębszej" analizy. A że pojawiły się nowe miejsca na mapie, głównie w okolicach ul. Szewskiej, materiału nie powinno zabraknąć.