Wiosna rozkwitła. Na razie trochę deszczowo i kapryśnie. Tegoroczne studenckie święta są huczne i bardzo atrakcyjnie zorganizowane.
Zanim wybrałem się na Juwenalia Koncertowe miałem okazję zasmakować "atmosfery" studenckiego święta przy okazji tradycyjnego przekazania kluczy do miasta. Zgodnie z ostatnimi trendami w polityce samorządowej, ubrany koktajlowo-odpustowo Naczelnik Miasta Pan G., w towarzystwie uroczej;) asystentki rytuału dopełnił. Siedząc w SHARKU widziałem jak zadowolony oddalał się z miejsca zdarzenia.
Korowód cudaków był bardzo sympatyczny, do nieprzytomności brakowało jeszcze sporo alkoholu na głowę. Pośród tradycyjnie ufarbowanych, czy przebranych w folię ludzi dało się spotkać prawdziwego króla dosadności. Jego przebranie cenię sobie bardzo wysoko. Publikuję zatem podobiznę Pana Puszki [l.mn., mianownik=Pan Puszki].


Tego samego dnia miałem ambitny plan, aby wybrać się z przyjaciółmi "posłuchać zespołów". Spełzł on jednak na niczym, pogoda, zmęczenie i takie tam. Nadrobiłem jednak opieszałość wybierając się w sobotę.
Zbliżając się od strony Śródki oczywiście i banalnie najpierw zauważyłem śmieci :) Potem dotarłem do miejsca przeznaczenia. Stwierdziłem, że dawno nie uczestniczyłem w imprezach tego typu i od tamtych czasów sporo się zmieniło. Na plus. Teren wygrodzony, żadnych bud na ciągu deptakowym, by nie burzyć życia spacerowiczom i rowerzystom. Na terenie "miasteczka koncertowego" obowiązuje waluta w postaci żetonów. Na wewnętrzny dziedziniec nie można wnieść alkoholu, więc postanowiłem zasiąść w polowej knajpie sponsorowanej przez Kompanię Piwowarską. Dźwięki ze sceny były mi nieznane, więc przepychanie się bliżej nie wchodziło w rachubę. Dodatkowo - uderzyło mnie znakomite nagłośnienie i selektywność muzyki płynącej z oddali. Grał bodajże zespół Atrocity. Kiedy po kilku łykach okrzepłem rozpocząłem obserwację... a wspominałem o zapachu? Nie wspominałem... :) Woń wilgoci i świeżo deptanej trawy przypomniała mi wizyty w cyrkowych mini-zoo. Dodatkowymi atrakcjami były tym razem walające się ulotki i prezerwatywy.
Ludzie dookoła jakby dopiero budzili się, albo jeszcze nie szli spać. Sennie, z spokojem siedzieli nad wodnistym piwem w plastiku rozprawiając o tym i owym. Ja poszukałem wzrokiem jakiejś bratniej duszy, a nie znalazłwszy napisałem kilka sms-ów.
Podzielę się czymś bardziej osobistym. Pomyślałem, że Jezioro Maltańskie to jedno z najważniejszych miejsc mojego życia. Wspomniałem głównego inspiratora tej tezy - mojego tatę. Wspomniałem też wszystkich innych, którzy są z tym miejscem związani... i podjąłem decyzję by bywać tu zawsze, bez względu na ludzi. Dla siebie.
Wracając do Juwenaliów. Pomimo sporej niechęci do tłumów mam wrażenie, że impreza spodobałby mi się również i nocą. Aż powróciłbym do domostwa przytłoczony ciągłym obserwowaniem i staniem obok.