20070422

Johnny Rocker

Dziś porponuje fotoprezentację bardzo ciekawego lokalu, który odwiedziłem z kolegą w sobotę. W pubie JOHNNY ROCKER nie przywiązują wagi do oszczędności, a przynajmniej tego nie widać - miejsce zaaranżowane jest pomysłowo i z rozmachem. Jakby nie po poznańsku...
Na wstępie przyznam, że nie lubię wnętrz piwnicowych, to jedna z pierwszych opinii, jaką wykształciłem w sobie zwiedzając tutajsze knajpy na studiach. Ale klub znajdujący się na narożniku [północno-wschodnim] ulic Szewskiej i Wielkiej wywarł na mnie kolosalnie pozytywne wrażenie. Już samo wejście zapowiada nie lada atrakcje. W witrynach gęsto od motywów graficznych, ciekawe liternictwo i niebanalnie sparafrazowana postać Jasia Wędrowniczka, którego ubrano w szaty rokendrolowca. W "sieni" industrialny klimat z rurami i stalowymi linami, wielki niby-fresk, kładziony białą farbą na grafitowym tle. Jasio od Whisky spotyka Jasia z Gitarą - to wszystko jakby jest rebusem, trochę jakby instrukcją jakiegoś procesu rodem z Incredible Machines, sławetnej gry komputerowej. Proszę spojrzeć.






Wypada oczywiście stwierdzić, że zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia, zarówno od strony technicznej jak i w kwestii kompozycji. Ale taki urok robienia zdjęć z biodra i w trakcie spożywania ;)
Wejscie i "sień" to jedyne elementy znajdujące się na poziomie ulicy. Zasadnicza część w całości znajduje się w piwnicy. Schodzi się wprost do głównej "nawy" z barem po lewej, zakończonej sceną, na której niepozostawiając wątpliwości co do charakteru miejsca, puszy się zestaw perkusyjny. Sala jest wypełniona dość gęsto stolikami 4-osobowymi z sympatycznymi krzesłami w skóropodobnych bordo-brązach. Dookoła zakamuflowane mniejsze salki, z miejscami dla wielu osób, również na wygodnych kanapach w czerwonej barwie, lub dla bardziej kameralnego grona. Na ścianach artystyczne "metaloplastyki", w których można odnaleźć elementy rowerowe, ale nie tylko. Znajdują się też pop-artowe zdjęcia rockmenów z różnych czasów, Bob Dylan na ten przykład.





Lokal był opustoszały, trudno więc powiedzieć czy obowiązuje w nim samoobsługa, czy raczej obsługa obsługuje. Panowie byli mili, pokazywali gościom różne niespodziewane rozwiązania w lokalu jednocześnie bacząc by klienci nie siedzieli przy pustym. Doświadczyłem dzięki temu przyjemnego momentu przedyskutowanego w "Pulp Fiction" przez Mię i Vincenta - zastałem zamówienie po powrocie z kibla. Wprawdzie nie było to jedzenie, ale... ;)
A toaleta to wielce symatyczne miejsce, na razie czyste i przestronne, na ścianie pisuarowej witają nas dziewczyny z fototapety: jedna intelektualnie się przypatruje, kolejna fotografuje, następna zajada namiętnie kawałek tortu wprost z dłoni, a czwarta, suka jedna, dla niej liczy się tlyko rozmiar... :D Dopiero po chwili zorientowałem się, że drzwi do kabin na czymś są wzorowane, co można doczytać na obrazku.



Pierwsze wrażenie z pobytu jest bardzo pozytywne, teraz czekam na jakiś chrzest bojowy w tłoczny letni wieczór. No i oczywiście na rockowe koncerty. Życzę powodzenia właścicielom i pracownikom, oryginalności i dbałości o klienta nigdy za wiele.

2 koment:

Ainunau pisze...

Jest jedna zasadnicza sprawa odnośnie JR - wada lub zaleta - zależy od spojrzenia: brak zasięgu gsm;) a przynajmniej nie zawsze i nie wciąż.

Anonimowy pisze...

i naprawde niesympatyczna obsluga!